The Icons of London: From Red Buses to Phone Boxes
From postboxes to double-deckers, discover the history behind London’s most iconic everyday sights.
history • culture • 6 min. czytania
Londyn jest pełen symboli. Rozpoznasz je od razu, nawet jeśli nigdy tu nie byłeś. Czerwone autobusy, czarne taksówki, budki telefoniczne i skrzynki pocztowe. Podczas spacerów turyści ciągle nas o nie pytają. Skąd się wzięły? Dlaczego wyglądają właśnie tak? Przyjrzyjmy się bliżej historii tych nieodłącznych elementów londyńskich ulic.
Czerwone skrzynki pocztowe: ukryta oś czasu brytyjskiej monarchii
Londyńskie skrzynki pocztowe łatwo przeoczyć. Solidne i czerwone, cicho pełnią swoją służbę na rogach ulic. Gdy jednak zaczniesz zwracać na nie uwagę, stają się znacznie ciekawsze.
Zanim się pojawiły, wysłanie listu wymagało pewnego wysiłku. Trzeba było zanieść go do urzędu lub czekać na umundurowanego listonosza z dzwonkiem. Pojawienie się ulicznych skrzynek w latach 50. XIX wieku całkowicie to zmieniło. Wysłanie listu stało się częścią codzienności, a nie całą wyprawą.
Ich wygląd szybko przybrał dobrze znaną, klasyczną formę. Solidny słupek, pozioma szczelina i daszek chroniący przed deszczem. Z kolorem poszło nieco wolniej. Pierwsze skrzynki były zielone, ale ludzie często ich nie zauważali. W latach 70. XIX wieku wprowadzono więc czerwień, która została z nami na zawsze.
To, co czyni je naprawdę fascynującymi, to pewien drobny detal. Większość ludzi mija go bez zastanowienia. Chodzi o królewski monogram na froncie. Każda skrzynka nosi inicjały monarchy panującego w czasie jej montażu. Zobaczysz „VR” dla królowej Wiktorii czy „ER” dla Elżbiety II. Teraz zaczyna się też pojawiać nowy znak Karola III. Litera „R” oznacza Rex lub Regina, czyli po łacinie króla lub królową.
Te skrzynki zamieniają ulice w swego rodzaju oś czasu. Różne epoki trwają obok siebie i wciąż służą mieszkańcom.
Przyznajemy tysiąc wirtualnych punktów każdemu, komu uda się wypatrzyć najrzadszą ze skrzynek: tę z czasów Edwarda VIII. Jego panowanie w 1936 roku było tak krótkie, że wyprodukowano ich niewiele. Większość z nich nigdy nie trafiła na ulice.
Londyńskie czarne taksówki: mistrzowie nawigacji
Historia czarnych taksówek, oficjalnie nazywanych Hackney carriages, sięga znacznie głębiej, niż mogłoby się wydawać. Już w czasach Tudorów po Londynie kursowały konne dorożki. W XIX wieku na ulicach było ich już tysiące. Samo słowo „cab” pochodzi od późniejszego kabrioletu – szybszego i lżejszego pojazdu z Francji. Konstrukcje stale ewoluowały. Każda z nich starała się znaleźć złoty środek między szybkością, komfortem a praktycznością.
Prawdziwy przełom nastąpił wraz z nadejściem samochodów. Pierwsze elektryczne taksówki pojawiły się w latach 90. XIX wieku, ale nie przetrwały długo. Na początku XX wieku szybko wyparły je pojazdy spalinowe. W połowie stulecia standardem stały się modele marki Austin. W 1958 roku na ulice wyjechał kultowy model FX4. Przez dekady definiował on wygląd londyńskich taksówek. Nawet dzisiejsze, nowoczesne pojazdy wciąż nawiązują do tego kształtu. Nazwa „czarna taksówka” przyjęła się na dobre dopiero po II wojnie światowej, kiedy większość z nich malowano na czarno. Ten prosty szczegół stał się ich trwałym znakiem rozpoznawczym.
Londyńscy taksówkarze znają miasto niemal bezbłędnie. Aby usiąść za kółkiem czarnej taksówki, nie wystarczy zwykłe prawo jazdy. Trzeba opanować do perfekcji topografię Londynu, czyli tak zwaną „Wiedzę” (The Knowledge). To tysiące ulic, tras, punktów orientacyjnych i skrótów, zapamiętywanych przez lata nauki. Kandydatów często można zobaczyć, jak kluczą po mieście na skuterach. Ćwiczą trasy, aż mapa stanie się ich drugą naturą. Muszą wiedzieć, jak przejechać z punktu A do punktu B wyłącznie z pamięci – i to w epoce GPS-u.
Warto też zwrócić uwagę na małe, zielone budki rozsiane po centrum Londynu. Zbudowano je w XIX wieku, aby dać kierowcom miejsce na odpoczynek i posiłek między kursami. Są w użyciu do dziś. Łatwo je przeoczyć, ale stanowią ważną część tego systemu. Kolejne pięćset wirtualnych punktów dla każdego, kto taką znajdzie.
Czerwone budki telefoniczne: najchętniej fotografowany symbol Londynu
Publiczne telefony w Wielkiej Brytanii pojawiły się pod koniec XIX wieku. Wersja, którą znamy dzisiaj, pochodzi jednak z lat 20. XX wieku. Pierwszą standardową budkę zaprojektował architekt Giles Gilbert Scott. Wśród jego innych dzieł są katedra w Liverpoolu i elektrownia Battersea. Był to model K2 (od słowa kiosk), z charakterystycznym wypukłym dachem i żeliwną ramą. Scott początkowo wyobrażał je sobie w kolorze srebrnym. Poczta Główna postawiła jednak na czerwień, by były lepiej widoczne. Podobnie jak w przypadku skrzynek pocztowych, widoczność była kluczowa.
Projekt z czasem udoskonalano. Największą zmianą był model K6 z lat 30. Był mniejszy, tańszy i to on opanował cały kraj. Zamontowano dziesiątki tysięcy takich kabin. Budka telefoniczna stała się nieodłącznym elementem brytyjskiego krajobrazu. Na początku nie wszyscy byli zachwyceni nowym kolorem, zwłaszcza na wsiach. Szybko jednak stał się on częścią codzienności.
Spacerując po Londynie, można czasem dostrzec niebieską budkę policyjną. Kiedyś służyła funkcjonariuszom i obywatelom do wzywania pomocy. Niewiele ich zostało, ale przed stacją Earl's Court wciąż stoi jedna replika. To ukłon w stronę serialu Doctor Who, gdzie budka ta posłużyła za kamuflaż dla TARDIS.
Obecnie w większości budek nie ma już działających telefonów. Zamiast tego zyskały one nowe życie. Przerobiono je na mini-biblioteki, kioski z kawą czy miejsca na defibrylatory. Część zastąpiono nowoczesnymi kabinami z Wi-Fi i gniazdkami do ładowania. W Westminsterze znajduje się najpopularniejsze miejsce do zdjęć w całym mieście. To czerwona budka telefoniczna z idealnie wykadrowanym Big Benem w tle. Jeśli wybierasz się na nasz spacer Welcome to London, zapytaj przewodnika, a z chęcią Ci ją wskaże!
Londyńskie autobusy: historia kultowego piętrusa
W 1829 roku konstruktor powozów George Shillibeer uruchomił nową trasę z Paddington do stacji Bank. Nazwał swój pojazd omnibusem, co po łacinie oznacza „dla wszystkich”. Pomysł był prosty, ale nowatorski. Nie trzeba było niczego rezerwować – wystarczyło wsiąść po drodze. Z czasem nazwę skrócono do słowa „bus”, które przyjęło się na dobre.
Koncepcja szybko zyskała na popularności. W ciągu kilku lat setki konnych omnibusów przewoziły ludzi po mieście. Przypominały one raczej dorożki niż dzisiejsze autobusy. Miały drewniane, ręcznie malowane nadwozia i miarowym tempem przemierzały londyńskie ulice.
Prawdziwa rewolucja przyszła wraz z autobusami spalinowymi na początku XX wieku. Odmieniły one Londyn, a Londyn odmienił je. Zaczęto projektować pojazdy z myślą o zatłoczonych ulicach miasta. Modele ujednolicano i poprawiano ich niezawodność. W połowie ubiegłego wieku autobusy były już podstawowym środkiem transportu dla mieszkańców stolicy.
Wtedy pojawił się model, który do dziś rozpoznaje każdy: Routemaster. Wprowadzony w latach 50., łączył praktyczną konstrukcję z wyjątkowym charakterem. Otwarta tylna platforma, konduktor na pokładzie i ta niepodrabialna czerwień. Nie był to pierwszy pojazd piętrowy, ale stał się tym absolutnie kultowym.
Od tamtej pory autobusy stale ewoluują. Były napędzane przez konie, prąd, benzynę, olej napędowy, a nawet wodór. Zmieniały się projekty, przewoźnicy znikali i pojawiali się nowi, a sam system wielokrotnie przebudowywano. Jednak główna zasada od 1829 roku pozostaje bez zmian. Po prostu wsiadasz, jedziesz do celu i po drodze obserwujesz miasto.
Ekscentryczny londyński historyk Ian Nairn przekonywał kiedyś, że najlepszy widok na katedrę św. Pawła rozpościera się z górnego pokładu autobusu jadącego wzdłuż Fleet Street. Jeśli więc masz okazję, zajmij przednie siedzenie na piętrze. Spojrzysz wtedy na to fascynujące miasto z nieco innej, wyższej perspektywy.
